Wiara
Każdy prawdziwy dom żydowski zaczyna się od wiary — wiary w Haszhema, wiary w swoją własną drogę i wiary, że nawet gdy przyszły dom nie jest jeszcze widoczny, Haszshem już prowadzi osobę ku niemu.
Ścieżka Zaczyna Się Tutaj
Każdy prawdziwy dom żydowski zaczyna się od wiary — wiary w Haszhema, wiary w swoją własną drogę i wiary, że nawet gdy przyszły dom nie może być jeszcze widziany, Haszshem już prowadzi osobę ku niemu.
Dlaczego w ogóle potrzebne są szidduchim*?
Są drogi, które zaczynają się od pierwszego kroku, i są takie, które zaczynają się od pytania. Mnie się wydaje, że ścieżka szidduchim* należy właśnie do tego drugiego rodzaju, bo niemal nieuchronnie pojawiają się przy niej na samym początku pytania, które na pierwszy rzut oka wydają się proste, ale im dłużej się o nich myśli, tym się pogłębiają: dlaczego w ogóle potrzebne są szidduchim*?
W końcu Hashem mógłby inaczej urządzić świat. Każda osoba mogłaby w naturalny sposób spotkać tę, z którą ma budować rodzinę, bez propozycji i dochodzeń, bez długich dni oczekiwania na odpowiedź, bez lęku przed każdym nowym spotkaniem i bez całego tego trudnego procesu tak znajomego wszystkim na świecie shidduchim*. Ale Hashem wybrał dla nas dokładnie tę drogę — drogę, która zawiera poszukiwanie i spotykanie, wybieranie i czekanie, nadzieję i niepokój, a obok nich czasem rozczarowanie, ból, pytania i uczucie zupełnej niepewności.
Czego zatem Hashem chce od nas na tej drodze? Nie chcę spieszyć się z odpowiedzią, ponieważ są pytania, których znaczenie nie można zamknąć w jednym poprawnym lub pięknym zdaniu. Czasem muszą towarzyszyć człowiekowi przez długi czas, podróżując z nim przez spotykania i decyzje, przez drzwi, które się otwierają, i drzwi, które niespodziewanie się zamykają, aż stopniowo, z wszystkiego, co zostało przeżyte, zaczyna się kształtować zrozumienie, które po prostu nie mogłoby zaistnieć na początku podróży. Dlatego właśnie chciałbym, aby to pytanie towarzyszyło nam przez całą tę książkę, rozwijając się stopniowo wraz z resztą tego, co będziemy omawiać dalej.
Okres shidduchim*, moim zdaniem, nie zaczyna się w dniu, gdy osoba po raz pierwszy otrzyma propozycję spotkania z kimś. Zaczyna się znacznie wcześniej — w momencie, gdy osoba naprawdę zrozumie, że chce budować swój własny dom żydowski. Nie po prostu wyjść za mąż lub być mężatką, i nie tylko znaleźć kogoś, z którym będzie przyjemnie i spokojnie żyć, ale, z pomocą Boga, stworzyć dom, w którym będzie Tora* i świętość, ciepło i miłość, wzajemny szacunek, wspólny cel i wypełnienie swojej misji. To właśnie wtedy zaczyna się przygotowanie — przygotowanie nie tylko do ślubu, ale do całego przyszłego życia.
Naturalnie, w tym okresie myślimy przede wszystkim o osobie, którą jeszcze nie spotkaliśmy. Jak będą wyglądać? Jak możemy wiedzieć, czy naprawdę nam odpowiadają? Czy rozpoznamy naszą drugą połowę, gdy się spotykamy? Czy poczujemy, że wreszcie dotarliśmy tam, gdzie mamy być? Wszystkie te pytania są ważne i całkiem zrozumiałe, ale obok nich istnieje jeszcze jedno pytanie, które zadajemy sobie znacznie rzadziej: jacy my sami chcemy być w momencie, gdy spotkamy osobę, z którą mamy budować dom?
Albowiem ten, którego kiedyś spotkamy, także nie szuka jedynie małżonka — także szuka domu. Także nadzieję, że spotka kogoś, z którym może mówić szczerze, komu może zaufać, obok którego poczuje się spokojnie i bezpiecznie, i z którym razem będzie mógł rosnąć. Prawdę mówiąc, żaden z nas nie szuka osoby bezwadnej, i my sami w żaden sposób nie musimy wchodzić w okres shidduchim* dopiero po naprawieniu każdej słabości i ukończeniu całej naszej wewnętrznej pracy. Gdyby Hashem czekał, aż się doskonalimy, żaden z nas nigdy nie stanąłby pod chuppah*.
Aby budować dom, osoba nie musi być idealna. Ale musi być gotowa do nauki, dojrzewania, zmiany, proszenia o przebaczenie, gdy jest to potrzebne, uznawania swoich własnych błędów, i przede wszystkim naprawdę zrobienia miejsca w swoim życiu dla innej osoby. Dalej będziemy mówić o cechach charakteru, birurim*, spotkaniach, uczuciach i podejmowaniu decyzji, ale przed wszystkimi tymi rzeczami istnieje fundament, na którym spoczywa cała droga — wiara.
Kiedy wiara staje się osobista
Kiedy mówimy słowo „wiara", najpierw myślimy o wierze, że istnieje Stwórca świata i że On rządzi wszystkim, co się dzieje. Ale to właśnie podczas okresu szidduchim* staje się szczególnie jasne, czy ta wiara weszła nie tylko do naszego ogólnego światopoglądu, ale również do naszej własnej, bardzo osobistej historii.
Mówimy teraz nie tylko o wierze, że Hashem rządzi wielkim światem, ale o zdolności dostrzegania Jego obecności w ofercie, która przyszła, i w tej, która z jakichś powodów nigdy się nie pojawiła; w spotkaniu, które miało miejsce, i w tym, które się nie powiodło; w związku, który zaczął się z wielką nadzieją, i w tym, który skończył się właśnie wtedy, gdy już pozwoliliśmy sobie myśleć, że być może tym razem naprawdę by się udało. Jesteśmy w stanie wierzyć, że Hashem jest obecny nie tylko w okresach, gdy wszystko się układa i posuwamy się naprzód, ale również przez te długie dni, gdy wydaje nam się, że nic się nie dzieje?
Znacznie łatwiej jest dostrzec hashgacha pratit*, kiedy historia już się skończyła i możemy na nią spojrzeć wstecz. Czasami dopiero z dystansu staje się jasne, jak jedno zdarzenie prowadziło do drugiego, dlaczego pewien związek nie mógł się kontynuować i jak opóźnienie, które wydawało się w tamtym momencie niepotrzebne i bolesne, później otworzyło drzwi, których istnienia wcale nie podejrzewaliśmy. Ale życie się przeżywa w większości nie w momencie, gdy już znamy zakończenie. Przeżywa się je w środku historii, w miejscu, gdzie jeszcze nie ma odpowiedzi, gdzie widzimy tylko krótki odcinek drogi przed sobą i nie wiemy, co czeka nas za następnym zakrętem. I to właśnie w tym miejscu wiara przestaje być pięknym pomysłem i musi stać się czymś, z czym człowiek naprawdę potrafi żyć.
Wiara nie oznacza, że wiemy, jak wyjaśnić wszystko, co nam się przydarza. Czasami, wręcz przeciwnie, zaczyna się od szczerego признania: nie rozumiem, dlaczego to się dzieje. Ale z faktu, że nie widzimy całej kartiny, nie wynika, że sama kartina nie istnieje. Nawet osoba, która głęboko wierzy w Bożą Opatrzność, może sobie zadać pytanie, czy Hashem widzi, jak długo już czeka, ile sił wzięło jej ostatnie spotkanie, ile nadziei pozwoliła sobie odczuwać i ile bólu pozostało, gdy stało się jasne, że związek się nie będzie kontynuować.
Nie wydaje mi się, że takie pytania koniecznie świadczą o braku wiary. Wręcz przeciwnie, czasami pojawiają się właśnie z pragnienia, aby wiara nie pozostała czymś, co potrafimy poprawnie wyrażać, ale stała się rzeczywistym wewnętrznym wsparciem nawet wtedy, gdy serce cierpi. Są momenty, gdy człowiek nie potrzebuje kolejnej poprawnej odpowiedzi ani zdania o tym, jak powinien patrzeć na to, co się dzieje. O wiele ważniejsze jest, aby ktoś był tam, kto potrafi pozostać razem z nią w samym środku tego pytania, bez pośpiechu, aby je zamknąć i bez wymagania, aby ból natychmiast zniknął.
Ponieważ wiara nie jest przyciskiem, który można nacisnąć, aby wyłączyć ból, i nie wymaga od osoby udawania, że czuje się dobrze, gdy w rzeczywistości się boryką. Można czuć rozczarowanie, można się zmęczyć, można płakać z powodu tego, na co się tak liczyło. Osoba może wierzyć całym sercem w hashgacha pratit* i w tym samym momencie opłakiwać związek, który chciała kontynuować. Uczucia nie zaprzeczają wierze; są częścią tej rzeczywistości ludzkiej, w której sama wiara musi nauczyć się żyć.
Nie każde zamknięte drzwi oznacza, że popełniliśmy błąd
Jednym z najtrudniejszych doświadczeń podczas okresu shidduchim* jest związane z naszą nieustanną chęcią natychmiastowego zrozumienia znaczenia każdego zdarzenia. Jeśli propozycja się nie powiedzie, zaczynamy szukać tego, co zrobiliśmy źle. Jeśli związek się kończy, wciąż na nowo wracamy myślami do rozmów, przywołujemy każdy szczegół i próbujemy dowiedzieć się, czy była jakaś fraza, którą należało powiedzieć inaczej. A jeśli odpowiednia propozycja nie pojawia się przez długi czas, znacznie bardziej bolesne pytanie może powoli się zakraść: może to chodzi o mnie, może coś jest ze mną nie tak?
Oczywiście, są przypadki, gdy naprawdę musimy uczyć się z przeszłości. Czasami osoba zaczyna zauważać powtarzający się schemat zachowania, cechę charakteru wymagającą pracy, sposób mówienia, który byłoby przydatne zmienić, lub oczekiwanie, które utrudnia zobaczenie osoby taką, jaka naprawdę jest. Poważnie poruszymy ten temat w rozdziałach, które nas czekają. Ale konieczność uczenia się z doświadczenia nie oznacza, że wszystko, co się nie kontynuowało, było automatycznie porażką.
Dwie wspaniałe, godne i poważne osoby mogą się spotkać i wciąż nie być do siebie pasujące. Spotkanie może przebiegać ciepło i przyjemnie, a jednak nie wywoła chęci kontynuowania, a związek może się zakończyć bez tego, że którakolwiek z dwojga popełniła błąd lub coś źle zrobiła. Nie każdy shidduch*, który się kończy, potrzebuje winnego, i nie każde zamknięte drzwi mówi nam, że podjęliśmy złą decyzję lub że Hashem, nawet na chwilę, zostawił nas samych na tej drodze.
Sam fakt, że nie rozumiemy, dlaczego to czy tamto zdarzenie się zdarzyło, jest tylko przypomnieniem ograniczenia naszego własnego spojrzenia. Widzimy konkretną propozycję, konkretny tydzień, dzisiejszą rozmowę i ból, który jest teraz przed naszymi oczami, podczas gdy Hashem widzi całą drogę naraz. Oczywiście nie zmienia to w żaden sposób odpowiedzialności przed nami: musimy myśleć, dokonywać birurim*, konsultować się, podejmować decyzje i podejmować wymagany od nas hishtadlut*. Ale pod wszystkimi tymi działaniami pozostaje fundamentalna wiedza, że budowanie żydowskiego domu nie jest przypadkowym zdarzeniem w życiu osoby; jest głęboką częścią jej shlichut* na świecie.
Jeśli spojrzymy na okres shidduchim* w ten sposób, nasza postawa wobec niego stopniowo się zmienia. Może to nadal być trudne, wyczerpujące i czasami bardzo bolesne, ale przestaje wydawać się jak długi korytarz, który trzeba przejść jak najszybciej, aby wreszcie dotrzeć do chuppah*. Sama droga też należy do naszej historii. Jednocześnie nie ma potrzeby szukania ukrytego znaczenia duchowego w każdym nieudanym spotkaniu ani zamieniania każdego opóźnienia w zagadkę, którą jesteśmy zobowiązani rozwiązać natychmiast. Czasami coś się po prostu nie sprawdza, ponieważ się nie sprawdza. Ale nawet wtedy ten okres naszego życia nie wykracza poza hashgacha pratit*.
Kiedy wiara zmienia sposób, w jaki podejmujemy decyzje
Gdy osoba czuje, że całą jej przyszłość spoczywa wyłącznie w jej rękach, każda decyzja nabiera nadmiernej wagi. Jedno spotkanie zaczyna wydawać się przesądzone, jedna źle dobrana fraza wydaje się zdolna do zniszczenia wszystkiego, a mały błąd wydaje się mógł kosztować nas szansę, która nigdy się nie powtórzy. Potem wracamy raz za razem w naszych myślach do tego, co już się stało, i pytamy się, czy powinniśmy to powiedzieć inaczej, czy zadaliśmy pytanie zbyt wcześnie, czy zbyt szybko zakończyliśmy związek, czy wręcz przeciwnie, trwaliśmy w nim dłużej niż było słuszne.
Takie myśli są znane prawie każdemu, kto przeszedł przez długi okres shidduchim*, ale wiara pomaga nam spojrzeć na nie w innej perspektywie. Nie zwalnia nas z odpowiedzialności za nasze słowa i czyny, ale zwalnia nas z poczucia, że cała historia zależy od naszej umiejętności nigdy nie popełniania błędów. Hashem jest większy niż nasze błędy. Osoba może coś powiedzieć niezdarnie, a potem prosić o przebaczenie, może coś zrozumieć później i zachowywać się inaczej następnym razem, może popełnić błąd, wyciągnąć wnioski i naprawić to, co da się naprawić. Nie ma potrzeby przechodzenia przez cały okres shidduchim* w ciągłym strachu, że jeden niedokładny krok może nas zbić ze ścieżki, którą przygotował dla nas Hashem.
Być może właśnie z tego głodu pewności rodzić się tendencja do poszukiwania znaków. Kiedy nie wiemy, co czuje druga osoba i czy będzie kontynuacja, czas, który minął przed odpowiedzią po randce, ton, w jakim powiedziano "dobranoc", uśmiech, pauza czy mała fraza przy drzwiach nagle zaczynają mieć ogromne znaczenie. To naturalne: gdy brakuje nam jasności, staramy się wydobyć ją z najmniejszych szczegółów. Ale wiara to nie sztuka dekodowania znaków i zamieniania każdego gestu w przepowiednię przyszłości. Pozwala osobie pozostać w rzeczywistości, jaka ona rzeczywiście jest, i zrozumieć, że nie zawsze musimy wiedzieć dzisiaj, jak skończy się cała historia; czasami wystarczy zobaczyć, jaki jest właściwy następny krok właśnie teraz.
Jest jeszcze jedno miejsce, gdzie wiara jest szczególnie wystawiana na próbę w okresie shidduchim* — porównywanie się z innymi. Prawie niemożliwe jest, aby całkowicie tego uniknąć. Możemy szczerze cieszyć się szczęściem przyjaciół, rodzeństwa i znajomych, ale czasami, w obrębie tej radości, pojawiają się małe ukłucia: a co ze mną? Ktoś młodszy jest już zaangażowany, ktoś, kto zaczął chodzić na randki później, już przygotowuje się do ślubu, a dla kogoś innego wszystko wyglądało z zewnątrz tak łatwo i tak szybko, że nasza własna droga obok niej wydaje się szczególnie długa.
Ale ludzkie życie nie jest konkurencją, a Hashem nie kieruje światem według jednego ogólnego harmonogramu, według którego wszystkie dusze muszą osiągnąć te same kamienie milowe w tym samym wieku i w tym samym tempie. Fakt, że droga innej osoby okazała się inna, wcale nie dowodzi, że coś poszło nie tak na naszej drodze, a błogosławieństwo, które ktoś inny otrzymał, w żaden sposób nie zmniejsza błogosławieństwa przygotowanego dla nas.
Czasami jednak przedłużające się czekanie dotyka jeszcze bardziej delikatnego miejsca. Wiara w Hashema pozostaje, ale stopniowo słabnie wiara człowieka w dobro, które jest w nim samym. Po kolejnym „nie", po kolejnym okresie bez odpowiednich propozycji, może pojawić się myśl, że może po prostu nie jest się wystarczająco dobrym, i dlatego nikt nigdy naprawdę nie będzie mógł nas wybrać.
I właśnie tutaj szczególnie ważne jest pamiętanie, że wiara w Hashema obejmuje również wiedzę, że nie popełnił On błędu, gdy nas stworzył. Każdej osobie dał On duszę, siły, middot*, i szczególne cechy, które ta osoba pewnego dnia przyniesie do swojego własnego domu. Tak, w każdym z nas pozostają miejsca, które wymagają pracy, a czasami ta praca jest głęboka i trudna, ale te miejsca nigdy nie stanowią całej osoby. Może jeszcze nie wiemy, jak będzie wyglądać nasz dom lub kto wejdzie do niego razem z nami, ale już dzisiaj możemy nauczyć się dostrzegać dobro, które my sami pewnego dnia tam przyniesiemy.
Sama droga jest już częścią przyszłego domu.
Na początku tego rozdziału zapytaliśmy, dlaczego w ogóle potrzebne są shidduchim*, i nie twierdzę, że znam wszystkie sposoby Hashema. Ale jeśli zatrzymamy się chwilę przy tym pytaniu i nie pospieszymy się, by dać mu ostateczną odpowiedź, może staje się widoczna inna jego strona.
Shidduchim* to nie tylko środek, za pomocą którego osoba znajduje tę, z którą zbuduje dom. To również przestrzeń, w której wiara staje się głęboko osobista. Przestaje być jedynie ogólną wiedzą, że Hashem kieruje światem, i wkracza w te części naszej własnej historii, gdzie czekamy, wybieramy, mamy nadzieję, błędzimy, doświadczamy rozczarowania, podnosimy się po nim i kontynuujemy drogę raz jeszcze.
Być może Hashem mógłby zaprowadzić każdą osobę wprost do jej przyszłego domu, omijając całą drogę między początkiem a celem. Ale dał nam też samą drogę, a na niej uczymy się lepiej poznawać siebie i naprawdę spotykać innych ludzi, uczymy się słuchać, wybierać, akceptować, że nie wszystko jest w naszej mocy, i trwać w życiu nawet wtedy, gdy nie ma jeszcze odpowiedzi.
Wiara nie daje człowiekowi mapy, na której każdy zakręt jest zaznaczony z góry i napisane jest, co będzie po następnym spotkaniu. Gdyby taka mapa znalazła się w naszych rękach, być może nie byłoby już miejsca dla samej wiary. Daje coś innego — cichą, ale bardzo głęboką wiedzę, że nawet gdy nie widzimy jeszcze, dokąd wiedzie droga, nie idziemy jej sami.
A dom, który jeszcze nie widać oczami, już powoli, krok za krokiem, zaczyna się budować w drodze do niego.
בס״ד
Перевод LIVO с английского издания. Оригинал — на русском, иврите и английском.